piątek, 27 stycznia 2017

DIALOGI KOTA FILOZOFA



DIALOGI KOTA FILOZOFA: dlaczego ludzie są dziwni?

Pogoda troszkę złagodniała. Już nie śpię zbyt dużo, a moja filozofka też zrobiła się bardziej energiczna. Przesadza kwiaty, podpisuje jakieś petycje i ciągle gada do siebie lub śpiewa:

- Ludzie są dziwni. People are strange. Ludzie są dziwni.

- No właśnie – zagadnąłem. – Masz absolutną rację, chociaż wydaje mi się, że niektóre koty też są dziwne. Cats are strange – zanuciłem Doorsów.

- Tak? – z roztargnieniem zapytała. – Koty to koty. Wszystko im można wybaczyć.

- A ludziom nie wszystko?

- Kiedyś zdziwiłeś się, że ludzie bojąc się cierpienia i śmierci tyle ich zadają innym stworzeniom.

- To prawda – potwierdziłem. – Nie zabijają dlatego, że są głodni, ale robią to dla przyjemności.

- Otóż to. Najwięcej cierpienia zwierzętom zadają ci, którzy są najmniej głodni. Ci cierpiący z głodu lub z niedożywienia hodują swoje wychudzone zwierzęta i zabijają je w ostateczności, bo bardziej im się opłaca korzystanie, np. z mleka kozy czy krowy przez dłuższy czas, niż jednorazowe zjedzenie ich.

- No to po co, ci najedzeni to robią? 

- Czy ja wiem? – zadumała się moja pańcia. – Może dlatego, że boją się ewentualnego głodu? Może dlatego, że są chciwi i pazerni? Albo za dużo kombinują w poczuciu władzy na Ziemi?

- I co jeszcze? – spytałem ironicznie. – Dla pieniędzy? Dla sławy? Bo taka jest ludzka natura? Bo Bóg tak zdecydował? Bo są głupi?

- Nie wiem – powiedziała filozofka. – Może nam ludziom brakuje wyobraźni lub mamy jej zbyt dużo?

- Z pewnością pomysłowości i wyobraźni w wymyślaniu różnych zbrodniczych elementów to wam nie brakuje. Koty najpierw udomowiliście, a potem zaczęliście twierdzić, że kot nie jest kotem tylko jakimś szatanem, którego nikt nigdy w życiu nie widział, ale wmawiacie innym, że łazi po świecie i odpowiada za cierpienie. – Powiedziałem to z przekąsem. – Ale ty nie wierzysz w te historie i nie boisz się żadnych diabłów ani demonów. Ten wasz dziwaczny świat jest skonstruowany na wierze lub niewierze w jakieś nieistniejące osoby lub stworzenia. Ciągle o to się kłócicie – dodałem skonsternowany.

- I dlatego twierdzę, że ludzie są dziwni. Wyrządzają wokół siebie wiele szkód w imieniu wyobrażonych tworów. Ponoć mózg, myślenie i wolna wola, cokolwiek ona oznacza, są największymi atutami człowieka – skończyła swoją wypowiedź.

- Nawet tasiemiec ma mózg – zadrwiłem cicho. Głośno powiedziałem : 

- Moim atutem jest miękkie futerko i mruczenie. I nie wywyższam się z tego powodu nad innymi zwierzakami.

- Dlatego  kocham i rozumiem koty – powiedziawszy to pogłaskała mnie po pyszczku i pocałowała w czoło.

- Mrau – bardzo lubię te czułości.

czwartek, 5 stycznia 2017

Cud chłopak



 R. J. Palacio: Cud chłopak; wyd. Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2014

Cud chłopak ma na imię August i ma dziesięć lat. Cud chłopak jest inteligentny i dowcipny. Cud chłopak po raz pierwszy idzie do szkoły, od razu do piątej klasy. Cud chłopak budzi obrzydzenie, przerażenie i konsternację. Cud chłopak ma zdeformowaną twarz i do tej pory przeszedł 27 operacji. Cud chłopak w szkole odnosi niebywały sukces towarzyski: ma przyjaciół, którzy przestają oceniać  go po wyglądzie.

„Cud chłopaka” R. J. Palacio (pod tym nazwiskiem kryje się pisarka) czyta się z dużą przyjemnością i pewnym wzruszeniem. W czytelniku wywołuje poczucie rosnącej wiary w ludzi i ich akceptację, dla tych, którzy nie mieszczą się w statystycznych normach. 

Struktura książki pozwala spojrzeć na bohatera z różnych punktów widzenia: Augusta, który opowiada o sobie i swoich uczuciach związanych z życiem w szkole; Vii (Olivii) – siostry Augusta, która kocha i akceptuje swojego brata, ale to nie oznacza, że jest jej łatwo z tym żyć („August jest Słońcem. Ja, mama i tato jesteśmy planetami, które krążą wokół Słońca. Reszta rodziny i przyjaciele to asteroidy i komety, poruszające się dokoła planet, które z kolei krążą wokół Słońca. Jedynym ciałem niebieskim, które nie obraca się wokół Augusta Słońca, jest Daisy. Dzieje się tak tylko dlatego, że w jej psich oczkach twarz Augusta niczym się nie różni od innych ludzkich twarzy – wszystkie wyglądają tak samo: są płaskie i blade jak tarcza księżyca”.); z punktu widzenia  Summer – bliskiej koleżanki Augusta, która na pytanie kolegów i koleżanek  o to, dlaczego spędza tyle czasu z tym dziwolągiem, odpowiada: „Bo jest fajnym chłopakiem”; Jacka, który został zobowiązany przez dyrektora szkoły do opieki nad nowo przyjętym uczniem, a nie jest to jednak tak prosta sprawa, bo z jednej strony są koledzy, którzy śmieją się z Augusta, a z drugiej strony Auggie o „dziwnym” wyglądzie, który obdarzył go sporym zaufaniem; Justina, który darzy uczuciami siostrę Augusta, Vię,  za którą ciągnie się odrażający brat; Mirandy – nastolatki będącej przyjaciółką Olivii, ale z powodu osobistych przeżyć, m. in. rozwodu rodziców, tę przyjaźń nadużywa.

Każdy rozdział książki zaczyna się od jakiegoś cytatu, np. Davida Bowie („Daleko ponad światem/Ziemia jest błękitna/I nic nie mogę zrobić”), Christiny Aguilery („Jesteś pięknością – niech sobie mówią, co chcą/Słowa nie zdołają cię podłamać/Jesteś pięknością pod każdym względem/Tak, słowa nie zdołają cię podłamać”) czy Szekspira („A człowiek?/Niby wiem,/że to arcydzieło – szlachetność rozumu,/nieograniczone zdolności, w uczynkach równy z aniołem/w pojmowaniu równy bogom: najwyższe z żyjących istnień,/korona stworzenia!”).

„Cud chłopak” to powieść o dojrzewaniu, przyjaźni i wewnętrznym osamotnieniu, które najlepiej jest przezwyciężać będąc z innymi ludźmi.

Książkę poleciłam koleżance, która z zachwytem przeczytała ją w kilka godzin. Ona poleciła ją pewnej mamie, która ma córkę z zespołem Aspergera – mama ją przeczytała, chociaż z początku miała spore opory przed tą lekturą. Potem książkę przeczytała jej córka. Czy komuś ją dalej poleciły? Tego nie wiem, ale koleżanka kupiła książkę do biblioteki szkolnej i będzie ją polecała uczniom oraz, mam nadzieję, że nauczycielom również. Bo to jest taka powieść, która powinna być lekturą obowiązkową w szkole. Pozwala obcować z innym i uczy tolerancji oraz tego, że aby od kogoś się odwrócić to najpierw trzeba tę osobę poznać, a potem podejmować decyzję. Polecam!

sobota, 10 grudnia 2016

Umieranie

Przeczytałam książkę Katarzyny Boni pt. Ganbare! Warsztaty umierania (wyd. Agora, Warszawa 2016) o trzech katastrofach, które dotknęły Japonię w 2011 roku: trzęsienie ziemi, tsunami i zniszczenie elektrowni atomowej w Fukushimie.

Przejmujący reportaż, który opowiada historię ludzi, którzy żyją w kraju o jednym z najwyższych współczynników rozwoju. Polaków tsunami nie dotknie. Trzęsienia ziemi, które w Polsce zdarzają się rzadko, nie powodują zniszczeń. Awaria elektrowni jądrowej może nas spotkać, bo w Europie takowe elektrownie funkcjonują. Poza tym naszym doświadczeniem był wybuch reaktora jądrowego w Czarnobylu.

Rozdział opowiadający o skutkach awarii w Fukushimie zrobił na mnie największe wrażenie. 

Książka kończy się tytułowym warsztatem umierania prowadzonym przez mnicha buddyjskiego lub szintoistycznego. Zainspirował mnie, aby taki warsztat przeprowadzić na etyce. Oczywiście zmieniając tekst i dostosowując go do wieku oraz doświadczenia dzieci.

Po co? Dlatego, że uważam iż o śmierci i chorobach trzeba z dziećmi rozmawiać. Aby dzieciaki mogły poczuć czym jest śmierć, choroba, odchodzenie.

Dzieci mają doświadczenia ze śmiercią, z umieraniem: odchodzą bliskie osoby, umierają ukochane zwierzęta. Potrafią o tym rozmawiać i nie wstydzą się okazywać emocji.

W projekcie nowej podstawy programowej do wychowania do życia w rodzinie znajduje się taki oto punkt: "29. Towarzyszenie osobom umierającym i rodzinie przeżywającej żałobę". Wśród proponowanych lektur do języka polskiego znalazła się książka E.-E. Schmitta "Oskar i pani Róża", o chłopcu, który jest chory na raka. 

Ucząc etyki i WdŻwR uważam, że temat jest ważny. O umieraniu i o śmierci mówili wielcy filozofowie. Sama filozofia przygotowuje nas na śmierć.

Warsztat
 
Warsztat ten dzieciom pokazuje, co dla nich naprawdę jest ważne, z czego mogliby zrezygnować, gdyby znalazły się w skrajnej sytuacji. Aby przygotować się do zajęć trzeba mieć dla każdego dziecka dwadzieścia karteczek: pięć białych, pięć niebieskich, pięć czerwonych i pięć żółtych.

Na początku mówimy: Na białych kartkach zapisz rzecz, z którymi nie potrafisz się rozstać. Na niebieskich zapisz miejsca, które wiążą się z dobrymi wspomnieniami. Na czerwonych kartkach zapisz rzeczy, które lubisz robić. Na żółtych kartkach zapisz imiona ludzi i zwierząt, którzy w twoim życiu znaczą najwięcej.

Gdy dzieci to zrobią, prosimy je, aby położyły kartki przed sobą, usiadły wygodnie, zamknęły oczy i słuchały tekstu.



Jest ciepły wiosenny dzień. Kwitną magnolie. Wracasz ze szkoły na rowerze. Cieszy ciebie słońce i podmuchy lekkiego wiatru. Wchodzisz do domu. Idziesz do kuchni w nadziei, że czeka na ciebie obiad. Rodziców jeszcze nie ma. Zaglądasz do lodówki..
Nagle przeszywa cię ostry ból brzucha. Kulisz się. Liczysz do dziesięciu. Ból przechodzi.
Wracają rodzice. Już zapomniałeś o bolącym brzuchu.
Następnego dnia budzisz się wcześnie. Słońce ledwo prześwituje przez beżowe rolety. Siadasz na brzegu łóżka. Gdy chcesz wstać, żeby pójść do toalety, znowu czujesz to dziwne uczucie w brzuchu. Jakby ciążył tobie kamień. Ale nie przejmujesz się tym tak bardzo, bo dzisiaj masz klasówkę z matematyki i to może być przyczyną dziwnego samopoczucia.
Ale to uczucie ciężkości nie mija nawet w weekend. Nie możesz na niczym się skupić. Wieczorem w niedzielę mówisz o tym swojej mamie.

Otwórz oczy.
Spójrz na kartki leżące przed tobą. Wybierz jedną. Zgnieć ją i wyrzuć na ziemię.

Mama w poniedziałek rano, pyta ciebie jak się czujesz? Mówisz, że nadal dziwnie. Idziecie do lekarza. Dostajesz tydzień zwolnienia. Złe samopoczucie nie mija.
Znowu idziesz z mamą do lekarza. Zleca pobranie krwi i moczu. Robisz to.
Następnego dnia, mama po powrocie z wynikami siedzi zmartwiona. Jak wraca z pracy tata, długo ze sobą rozmawiają.
Słońce już mocniej grzeje, zielenią się drzewa. Chciałbyś pobiegać po podwórku, ale nie masz na to siły.

Otwórz oczy.
Spójrz na kartki leżące przed tobą. Wybierz dwie. Zgnieć je i wyrzuć na ziemię.

Wracasz do szkoły, ale po dwóch dniach rodzice muszą ciebie z powrotem zabrać do domu, bo wymiotujesz na lekcji informatyki.
Przez następne tygodnie z mamą lub tatą chodzisz po lekarzach. Rodzice są coraz smutniejsi.
Przyzwyczajasz się do narastającego uczucia ciężkości w brzuchu. Rodzice kupują tobie prezenty, na które wcześniej nie mieli pieniędzy. Możesz grać w gry, ile tylko chcesz.


Sanatorium dobrze tobie służy. Jesteś silniejszy. Pogoda dopisywała. Wracasz do domu zadowolony. Nie możesz doczekać się nowego roku szkolnego, żeby opowiedzieć dzieciom, że masz raka i byłeś w oceanarium.
Jesteś  na rozpoczęciu roku szkolnego. Nie zdążyłeś z nikim porozmawiać, bo nagle zasłabłeś.

Otwórz oczy.
Spójrz na kartki leżące przed tobą. Wybierz dwie. Zgnieć je i wyrzuć na ziemię.

Wieczorem z tatą pojechaliście do szpitala na ostry dyżur. Zostałeś w tym szpitalu. Zmęczony szybko zasnąłeś. Rano przy łóżku siedziała zapłakana mama.
Zabrali ciebie do innego szpitala, w którym wszystko jest kolorowe. Lekarze i pielęgniarki są bardzo mili. Kładą ciebie w pokoju z chłopcem, który ma do ręki podłączoną kroplówkę.
Leżysz w szpitalu już od tygodnia. Chłopak z pokoju cały czas śpi, czasem budzi się, aby wymiotować.
W poniedziałek od rana tobie również podają kroplówkę. Mówią, że możesz po niej źle się czuć, mieć nudności, wypadną tobie włosy, brwi i rzęsy, ale żebyś się tym nie martwił, bo po leczeniu szybko tobie odrosną.
Mieli rację z tymi nudnościami.
W połowie października wracasz do domu. Odwiedzają ciebie koledzy i koleżanki z klasy. Przychodzi wychowawczyni. Wszyscy cieszą się, że ciebie widzą, tylko Antek, jak zwykle bez zastanowienia, powiedział, że ciebie w ogóle nie poznał.
Chociaż każdego dnia ktoś ciebie odwiedza, czujesz się tymi wizytami bardzo zmęczony.
Przychodzą do ciebie nauczyciele. Bardzo lubisz te zajęcia, bo poświęcają uwagę wyłącznie tobie. Nie masz sił na naukę.

Otwórz oczy.
Spójrz na kartki leżące przed tobą. Wybierz dwie. Zgnieć je i wyrzuć na ziemię.

Wracasz do szpitala. Znowu kroplówki, znowu nudności. Leżysz w pokoju z innym chłopakiem. Na głowie ma włosy i jest troszkę otyły.
Za oknem szary listopad. Spadł pierwszy śnieg.
Mama nie chce wychodzić od ciebie do domu. Przyjechała nawet babcia, której dawno nie widziałeś, bo pokłóciła się z tatą.
Ciągle śpisz.


Otwórz oczy.
Spójrz na kartki lżące  przed tobą. Wybierz trzy. Zgnieć je i wyrzuć na ziemię.

Na święta nie wróciłeś do domu. Nowy rok witałeś z rodzicami, którzy w ogóle się nie uśmiechali. Nikt nikomu niczego nie życzył. Były tylko uściski.
Mama nie wypuszcza twojej ręki ze swojej dłoni.

Otwórz oczy.
Spójrz na kartki leżące przed tobą. Wybierz jedną. Zgnieć ją i wyrzuć na ziemię.

Przychodzi taki dzień, kiedy nie czujesz bólu. Nie słyszysz głosów lekarza ani pielęgniarek. Czujesz tylko rękę mamy.
Odetchnij trzy razy. Naprawdę głęboko.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Otwórz oczy. Spójrz na ostatnią kartkę leżącą na stole. Zgnieć ją. I wyrzuć na ziemię.
A teraz weź jeszcze jeden głęboki wdech. Kiedy wypuścisz powietrze – umrzesz.

Po skończeniu czytania na stole znajdują się nie wyrzucone kartki. Dzieci muszą wybrać jedną, najważniejszą, tę, z którą najtrudniej się rozstać. Czytają ją. 

Potem pytamy się o to, jak czuły się, gdy słuchały tekstu.

Podsumowanie
 
Przeprowadziłam ten warsztat i co się okazało? Dzieci odczuwały smutek wobec losu chłopca. Na kartkach zostawiały imiona najbliższych osób i zwierząt. Rezygnowały z przyjemnych miejsc, z rzeczy, które lubią robić (np. grać w piłkę nożną). Jedno dziecko chciało zostawić przy sobie rodziców, babcię i swoje pluszaki.

Co to pokazuje? Współcześnie dzieciaki mają taką samą wrażliwość, jak dzieci sprzed stu lat, sprzed dwudziestu  lat. Dla nich ważne są osoby, nie rzeczy, jak próbuje się wmówić w przestrzeni medialnej.

Podobnie pisze o tym Katarzyna  Boni, która brała udział w warsztacie w Japonii (tam uczestniczyli w nim ludzie dorośli): "Najtrudniej jest zgniatać i wyrzucać ludzi. (...) Dla starszych najważniejsze są ich dzieci. Dla młodszych - ich rodzice".