wtorek, 19 kwietnia 2016

Czytam! Bo jestem!



Czy Einstein wierzył w Boga, jak chcą tego teiści? Czy można być naukowcem i wierzyć w siły nadnaturalne? Kim są teiści, deiści, ateiści i agnostycy? Kim jest Richard Dawkins?

Richard Dawkins (ur. 26 marca 1941 r.) to brytyjskie zoolog, etolog, ewolucjonista i publicysta. Autor wielu książek, w których opisuje piękno realnego świata.

Jest znanym antyteistą, krytykiem religii, kreacjonizmu, zjawisk nadnaturalnych i medycyny alternatywnej. Od lat znajduje się na listach najwybitniejszych intelektualistów i wpływowych osób na świecie.
W książce „Bóg urojony” (wyd. CiS, Warszawa 2008) Dawkins rozprawia się z hipotezą Boga, z dowodami na jego istnienie (uważa, że to osoby wierzące powinny przedstawiać dowody potwierdzane metodami naukowymi na byt nadprzyrodzony, a nie ateiści mają dowodzić, iż Bóg nie istnieje). Opisuje korzenie religii, ale także korzenie moralności człowieka. Odpowiada na wiele pytań, które sobie może zadawać człowiek pozbawiony wiary, ale także człowiek wierzący, a jednak krytycznie nastawiony do swojej religii lub wyznania.

Czy naukowiec może wierzyć w prawdy objawione? Nie. R. Dawkins jasno uzasadnia, że naukowiec, zwłaszcza nauk przyrodniczych, nie wierzy w prawdy objawione i byty nadprzyrodzone, nie ma takich naukowców. Dawkins przywołuje wiele przykładów na to, że znajomość  fizyki, biologii, chemii czy ewolucji prowadzi raczej do braku wiary niż do niej. Sam autor „Boga urojonego” uważa, że do antyteizmu doprowadził go ewolucjonizm, którym zajmuje się od wielu wielu lat.

R. Dawikns pisze z humorem, powołuje się na wiele wypowiedzi innych ludzi, obficie cytuje i naukowców, i osoby religijne. Logicznie obala dowody istnienia Boga. Broni dzieci przed indoktrynacją religijną dorosłych (sam jej podlegał). Odnosi wiarę w Boga i jej brak do problemów etycznych, seksualnych i edukacyjnych. Odważna książka.

Lektura obowiązkowa dla każdego ateisty, agnostyka czy antyteisty (różnice między poszczególnymi pojęciami  Richard Dawkins  omawia w dwóch pierwszych rozdziałach).

„Czy nie starczy, że ogród jest piękny?  Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?”

Kolejna książka R. Dawkinsa, którą chcę polecić, to książka która udowadnia powyższy cytat: Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda (wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2010). Piękna książka, która odpowiada na pytanie: czy zagorzały ateista, może kochać cuda? Oczywiście, że tak!

Tytułowa tęcza, to zjawisko piękna, które możemy obserwować w szczególnych momentach na niebie. Patrząc na tęczę możemy przypisywać jej boskie pochodzenie, albo wzruszać się mimo tego, że zna się wszystkie zjawiska fizyczne odpowiadające za jej powstanie. Dzieci w szkole podstawowej uczą się „dynamiki” tęczy. Czy wiedza może nas otwierać na wzruszenia i emocje? Czy fakt, iż wiemy, że świat nie został stworzony przez istotę lub istoty nadnaturalne, nie pozwala na zachwyt nad cudownością świata? „Rozplatanie tęczy” jest książką, która zachęca do podziwiania życia w całej swej dostojności i teraźniejszości.

„Nigdy jeszcze/Wiośniane blaski tęczy nie zdały mi się równie piękne,/Jak wtedy, gdy ręka nauki odsłoniła przede mną sposób,/W jaki słońce, świecąc od zachodu,/Rozjarza rosiste chmury, których ciemny woal/Bierze w siebie owo światło i każda wypukła kropla/Krzywiznami swymi rozszczepia blask na siedem barw,/Rozprasza go i znowu skupia, malując obraz/Dla naszych zachwyconych oczu. I jest to muzyka kolorów,/Harmonijna wśród sporu nisko brzmiącej czerwieni,/Wysokiego błękitu, dopełniających się fioletów i żółcieni,/Bladej szlachetnej róży i poważnych tonów ziemi”. M. Akenside, Rozkosze wyobraźni (1744) – strawestował M. Cisło.

Ostatnią pozycją napisaną przez Richarda Dawkinsa, którą trzeba przeczytać jest „Najwspanialsze widowisko świata. Świadectwa ewolucji” (wyd. CiS, Stare Groszki 2010).

Ewolucja jest faktem. Nie da się temu zaprzeczyć, chociaż kreacjoniści robią to w sposób niemal doskonały. Niektórzy próbują zaprzeczyć ewolucji w sposób „logiczny”: Darwin stworzył teorię ewolucji, a teoria to nie fakt. Niestety kreacjoniści mogą się rozczarować w momencie, gdy zobaczą liczne dowody na ewolucję: skamieniałości, organy szczątkowe czy zarodki różnych organizmów, które na pewnym etapie rozwoju są nie do rozpoznania (zarodek ptaka wygląda tak samo jak zarodek człowieka, a zarodek świni jak zarodek i ptaka, i człowieka). Jest ich zbyt wiele, aby wypierać je ze świadomości, aczkolwiek są osoby, które istnienie tych dowodów łączą  „naukowo” z boską mocą.
„Najpiękniejsze widowisko świata” jest podróżą po tajemnicach i podstawach ewolucji. Sami jesteśmy jej tworami, czy nam się to podoba czy nie. Nie ma co obrażać się na świat wpychając go w ludzkie wyobrażenia. Rzeczywistość może być i jest piękniejsza od wyobraźni. Czy pochodzimy od małpy? Nie, ale jesteśmy z nią powiązani niezliczonymi genami, wspólnymi przodkami, podobnie jak z rekinem (od którego człowiek ma czkawkę!), żonkilem i bakteriami.

Czytajmy Richarda Dawkinsa, słuchajmy jego głosu, nie obrażajmy się, jeśli z czymś się nie zgadzamy. Czerpmy z jego spostrzeżeń, i zachwycajmy się Wszechświatem, ciągle „ograbianym” (dla mnie każdego dnia wzbogacanym) przez naukowców z jego cudów. R. Dawkins we wszystkich trzech książkach przekonuje nas, że wiedza naukowa może nas prowadzić w absolutnie „magiczny” świat. I ja się z tym zgadzam, o czym wybitnie przekonałam się podczas zeszłorocznych wakacji.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Reportaże dla dzieci



Uwielbiam reportaże. Dla dzieciaków powstała fajna książeczka, która moim uczniom bardzo się podobała.
 
TOMASZ KWAŚNIEWSKI, ANNA BEDYŃSKA: JEDNO OKO NA MAROKO, CZARNA OWIECZKA, WARSZAWA 2013

Cześć, na imię mam Adam, Jarek, Edyta, Wiola, Zygmunt… Nie mam rąk, nie mam nóg, chodzę po domu nago, jestem bezdomny, jestem księdzem…

„Jedno oko na Maroko” to zbiór rozmów dzieci, przypuszczam, że dzieci autorów książki, z ludźmi „na których nie wypada się gapić”, bo cechuje ich jakaś niepełnosprawność fizyczna, np. brak rąk lub nóg; brak pigmentu w skórze, albo coś co wyklucza ich ze społeczeństwa, np. otyłość lub bezdomność. Jest jednak również rozmowa z księdzem Adamem (Bonieckim – można go rozpoznać na zdjęciu). Bohaterowie nie przedstawiają się z nazwiska tylko imieniem, ale szczerze odpowiadają na dociekliwe pytania młodych reporterów, np. A co ksiądz ma pod sutanną? A ten Bóg, to co to jest? A dlaczego ludzie wstydzą się chodzić nago? A gdzie się Pan załatwia? I Pan tak zupełnie nie widzi?
Książka zawiera tylko 63 strony. Obok każdego bohatera rozmowy znajduje się jego zdjęcie wykonane przez panią Annę Bedyńską, także zdjęcie nagiego Lecha prasującego sobie koszulkę. Można ją czytać w domu, można korzystać z niej w szkole.

Używałam jej na etyce z trzecioklasistami. Grupa zazwyczaj bardzo żywiołowa, tych wywiadów (z bezdomnym Zygmuntem, otyłą Katarzyną i Wiolą, która urodziła się z achondroplazją) wysłuchała z dużą ciekawością i zainteresowaniem. O każdej sytuacji rozmówców również porozmawialiśmy. Gdyby lekcja trwała dłużej, to poznaliby kolejne postaci.

„Cześć, mam na imię Tomek, i jestem przekonany, że jeśli czegoś się nie wie, to warto pytać. Najlepiej tych, co wiedzą” – to od autora książki.

Ode mnie zaś: „Cześć, mam na imię Jasia, zgadzam się z Tomkiem. A gdzie nauczymy się zadawać pytania tak dociekliwe, jak nie na etyce?”

środa, 30 marca 2016

Polecam lekturę: Jedyny i niepowtarzalny Ivan

Piękna i wzruszająca książka:



KATHERINE APPLEGATE „JEDYNY I NIEPOWTARZALNY IVAN” (WYD. CZY TAM, WARSZAWA 2014)

Ivan jest gorylem, który o ludziach mówi tak: „Ludzie marnują słowa. Trajkoczą jak szympansy i wypełniają świat hałasem, nawet gdy nie mają nic do powiedzenia”.

Ivan mieszka w Centrum Handlowym Big Top z Automatami do Gry przy 8. Zjeździe z Autostrady. Żyje pomiędzy kupującymi, aby przez 365 dni w roku, o godzinie drugiej, czwartej i siódmej dawać pokazy. Mieszkam w nim od dziewięciu tysięcy ośmiuset pięćdziesięciu pięciu dni (dwudziestu siedmiu lat): „Mieszkam tu bo jestem gorylem i niedostatecznie człowiekiem”.

Ivan opowiada swoją historię, ale także historie swoich przyjaciół: Stelli, wielkiej i starej słonicy („Oboje jesteśmy wielcy, samotni i oboje uwielbiamy rodzynki w polewie jogurtowej”); Boba, bezpańskiego psa, który pomieszkuje w szklanym pomieszczeniu z Ivanem, i nikt o tym nie wie; Julii, córki sprzątacza z Big Top, która codziennie rysuje rzeczy, które nie istnieją; Ruby – malutkiej słonicy, która odwagi zdążyła nauczyć się od Stelli, zanim ta umarła („Źli ludzie zabili moją rodzinę i źli ludzie mnie tu przysłali”, a dobrzy ludzie uratowali Ruby, gdy ta wpadła do pułapki zastawionej na słonie).

„Jedyny i Niepowtarzalny Ivan” to wzruszająca opowieść o zwierzętach w niewoli, których życie polega na zabawianiu ludzi. To przejmująca historia o samotności i nadziei, o przyjaźni i o sztuce, która ratuje życie.

Inspiracją dla postaci Ivana stała się prawdziwa historia o gorylu pozostającym w niewoli, w Galerii Handlowej,  przez 27 lat, aż do momentu, gdy w wyniku protestów ludzi został przeniesiony do ogrodu zoologicznego w Atlancie. Tam zdobył sławę dzięki obrazom przez siebie malowanym, „sygnowanych” odciskiem palca.

Książka dla małych i dużych czytelników, z której można dużo się nauczyć o ludziach. Nietuzinkowy Ivan, bystry obserwator, pełen refleksji opowiada o tym, kim ludzie są: „Wiem, co myśli większość ludzi. Myślą, że goryle nie mają wyobraźni. Myślą, że nie pamiętamy przeszłości ani nie rozmyślamy o przyszłości. Jeśli się zastanowić, to chyba coś w tym jest. Przeważnie rozmyślam o tym, co jest, a nie o tym, co by mogło być”.

wtorek, 29 marca 2016

Homo ethicus

Polecam czytanie polskich filozofów, bo podobnie jak w matematyce i logice, mieliśmy naprawdę wielkich myślicieli, których osiągnięcia miały i mają status międzynarodowy (czasem o nich więcej wiedzą obcokrajowcy niż nasi lokalni patrioci).

Są nazwiska, które bywają cytowane, także przez ludzi pokazujących się w mediach: Tischner, Kołakowski, Tatarkiewicz. A warto sobie czytać i przypominać o: Barbarze Skardze, Marii Ossowskiej, Romanie Ingardenie, Ajdukiewiczu, Twardowskim, Henryku Elzenbergu, Kotarbińskim, Przełęckim. Nie jest to lista wyczerpująca.

Lubię aforystyczną filozofię i etykę Henryka Elzenberga (1887-1967). Jest mi bliska światopoglądowo. Czytając Elzenberga "czytam samą siebie", w wersji piękniejszej erudycyjnie.

Niedawno przeglądając jakieś zapiski znalazłam zeszyt ze studiów, w którym po przeczytaniu Elzenberga (na pewno nie był to "Kłopot z istnieniem" bo tę książkę mam i kilka razy ją czytałam) zanotowałam najistotniejsze informacje. Chciałabym je tutaj przytoczyć, bo przede wszystkim objaśniają one kim jest homo ethicus (człowiek etyczny).

1. Czynienie dobra jest bezwzględnym nakazem, który mogą spełniać tylko nieliczne jednostki.

2. Człowiek etyczny swoje cnoty wykuwa w realizacji dobra.

3. Aby być człowiekiem etycznym, a z pewnością aby do jego ideału dążyć, najpierw trzeba mieć wolę etyczną, czyli miłość do dobrego, które czyni człowieka człowiekiem, uszlachetnia go i wybawia od zła.

4. Drogą do dobra jest wyrzeczenie - wewnętrzna postawa wyrzeczenia się potrzeb i ograniczenie posiadania pragnień. Postawa dalekowschodnia, Elzenberg dużo czytał mądrości Wschodu.

5. Człowiek prawdziwie etyczny osiąga samozależność i wewnętrzny pokój graniczący ze szczęściem.

6. Był zwolennikiem postawy heroicznej, która polega na wierności dobru na przekór wszystkiemu.

7. Etyka Elzenberga nie formułowała nakazów ani zakazów (etyka w ogóle nie powinna opierać się na nakazach czy zakazach, to jeszcze nie jest etyka, to są tylko kodeksy; etyka powinna starać się jak najstaranniej definiować pojęcia), ale była pomyślana jako teoretyczny wyraz cnoty dobrej rady.

8. Henryk Elzenberg był wyrazicielem orientacji indywidualistycznej w etyce.

9. Najważniejsze jest to, kim człowiek jest w swoim człowieczeństwie.

10. Społeczeństwo "samo zawsze jest głupie i złe".

11. Najistotniejszym w życiu jest pytanie o to, kim jestem w życiu i jakie wartości udało mi się zrealizować lub obronić.

12. "Homo ethicus (...) to człowiek, któremu własna moralność szczególnie leży na sercu i który do niej dąży świadomie. (...) on nie chce czynić dobrze, ale być dobrym, zaś być dobrym, może znaczyć sporo rzeczy bardzo wewnętrznych".

13. Człowiek żyje w złym i okrutnym świecie: "świat? - świat sam nie ma sensu i wszelkiemu sensowi jest wrogi".

Bardzo nie chrześcijańskie stwierdzenie. Nie religijne, bo religie w swojej zasadzie określają sens życia i sens istnienia świata. Bo jakże to tak? Bóg miałby stwarzać świat bez sensu? Oczywiście wiara w Boga często tłumaczy brak sensu istnienia świata, sensem stworzenia go przez Boga  mimo to. Bóg świat stworzył, stworzył człowieka, ale zaraz po tym kreacjonistycznym akcie, przestał się tym światem, i ludźmi interesować.

14. Człowiek w gruncie rzeczy jest samotnikiem, a życie społeczne niszczy indywidualność, zmusza do kompromisów, do rezygnacji z wyższych aspiracji, do ulegania autorytetom, do posłusznej kooperacji z innymi.

Dla mnie bombowa koncepcja, jakże wywrotowa, jak bardzo nie chrześcijańska i nie konfucjonistyczna. Jak bardzo taoistyczna!

15. Społeczeństwo i człowiek społeczny w nas, to fragment niezbyt istotny rzeczywistości.

A wszyscy w koła zmuszają nas do kooperacji. Szkoła przysposabia do wyrzeczenia się swojej indywidualności, nie pozwala być samotnikiem, każdą wartość motywuje dobrem innych, nie samego dziecka, ucznia. Dobro, ale najpierw dobro drugiego. H. Elzenberg wbrew temu jak ostro wypowiada się o społeczeństwie, poprzez samodoskonalenie się człowieka dla siebie i do siebie, jednocześnie wychodzi poza tego człowieka. W tym może być rys chrześcijański: "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego". Aby spełnić ten warunek trzeba stać się tym homo ethicusem, a z pewnością mieć wolę etyczną. Bez tego każda wypowiedziana wartość staje się tylko propagandowym hasłem, pustym słowem.

16. Elzenberg był anty utylitarystą. Według niego wartości utylitarne, to te które realizujemy na co dzień dążąc do życia szczęśliwego i bezkonfliktowego, zaś wartości perfekcyjne (H. Elzenberg był zwolennikiem etyki perfekcjonistycznej) wymagają od nas pewnego wysiłku, są niezależne od naszych pragnień i potrzeb, są bezwzględne. Istnieją jako wieczne idee. One "być powinny". Zostaną zrealizowane dopiero wtedy, gdy zostaną poznane lub dostrzeżone.

Zauważam w tym względzie bardzo dużą korelację z poglądami Karola Wojtyły, które niestety w polskim społeczeństwie, mimo takiej estymy jaką darzony jest Jan Paweł II, niezbyt docierają do większości katolików i chyba nie cieszą się dużym uznaniem. A szkoda. Aczkolwiek w późniejszych pismach papieskich bardzo mocno pobrzmiewał ton radykalny, który mieszał porządek wewnętrzny i religijny człowieka, z porządkiem politycznym. Czyli etyka (uwewnętrznione działanie) zjechała się z polityką (działanie na zewnątrz). I to okazuje się dość szkodliwe, konfliktogenne, bo nagle okazuje się, że nasze sumienie ma prawnie stawać się sumieniem wszystkich obywateli.

17. Wysoka kultura to jedyna rzeczywistość, dla której warto żyć; jest świadectwem ludzkiego ducha. Człowiek potrafi z nędzy istnienia wydobyć to, co nędzą już nie jest.

Elzenberg był estetą. W psychologii jedną z sytuacji, które człowieka mogą wydobyć z głębokiego kryzysu psychicznego jest obcowanie z pięknem, z kulturą wysoką.

18. Perfekcjonizm ogólnosobowościowy: "STAWAJ SIĘ TYM, KIM CHCIAŁBYŚ BYĆ! CZYŃ CO CHCESZ, ALE NIE BĄDŹ AMEBĄ!"

Piękna sentencja. Bartoszewski w swoim "jak nie wiesz co czynić, zachowaj się przyzwoicie", prezentuje tę samą szkołę, co Elzenberg ze swoim: "nie bądź amebą".

19. Perfekcjonizm dążenia ma na celu realizację wartości absolutnych; człowiek swoją postawą zmienia świat.

Istotnym problem mogą okazać się te wartości absolutne, bo niby jakie te wartości są?
Mimo problemu ze stworzeniem katalogu tych wartości, uważam, że zawsze warto dążyć do ideałów, ale nigdy kosztem innych ludzi.

poniedziałek, 21 marca 2016

Liczba pi



Wiosnę już mamy, i dzisiaj było bardzo ładnie: słonecznie, wietrznie i wiosennie. Ptaki w okresie godów, kwiaty w ogródkach, rozwijające się pąki na krzewach i drzewach. Biologia, przyroda w pełnym rozkwicie.

Dla Nieco-Dziennika Etycznego stworzyłam rozmowy, które prowadzę ze swoim kotem, stąd wzięła się nazwa "Dialogi Kota Filozofa" (przy okazji polecam bloga kotfilozofa.blogspot.com). 14 marca było dniem liczby pi (albo jak kto woli liczby Pi). Mój kot jest mądrym i bystrym zwierzakiem, więc sobie mogę z nim pogadać nawet o liczbie pi (Pi):)
Rys.: J. Tyszkiewicz
Dialogi Kota Filozofa

Dzień Liczby ԉ (Pi) – 14 marca

Moja pani zwariowała. Chodzi po mieszkaniu i popiskuje jak jakieś pisklę: pi, pi, pi. Jestem tym troszkę zdziwiony, gdyż nie widzę aby rosły jej pióra i skrzydła.

- Pi razy oko…, pi razy drzwi… Pi, pi, pi. Czym jest liczba Pi? – zadała to pytanie sprzątając po mnie w kuwecie.

- Hm? Jakby to wyjaśnić? – przeciągle miauknąłem. – Liczba Pi to najbardziej znana liczba na świecie i najbardziej tajemnicza. Budzi fascynację od tysięcy lat. Ci wspaniali Egipcjanie, którzy czcili koty jako boskie stworzenia, też byli nią oczarowani. – I znowu przeraźliwie miauknąłem, a moja pani spojrzała na mnie z rezygnacją.

- Tak, tak. Znam film „Pi” Darrena Aronofsy’ego, Wisława Szymborska (polska noblistka) napisała o niej wiersz pt. „Liczba Pi”, Kate Bush zatytułowała tak piosenkę, i była nawet seria kosmetyków Pi.

- Rzeczywiście Pi jest liczbą, która nawet w kotach budzi zainteresowanie. Jeden mój znajomy (wiesz, ten szary obszczymurek) trafił kiedyś na konkurs recytowania liczby Pi. Opowiadał, że trwało to ponad 16 godzin (dokładnie tyle ile każdy przyzwoity kot powinien spać). Wrócił do domu głodny i zmęczony, a w głowie wciąż mu krążyła liczba Pi: 3, 1 4 1 5 9 ….. Cyfry biegały mu przed oczami, ale cudownie go uśpiły. Facet, Akira Haraguchi, wyrecytował wtedy aż 100 000 cyfr po przecinku. – W tym momencie na myśl o tak nieskończonej liczbie ziewnąłem, zachciało mi się też spać.

- A wiesz, mam taką książkę „Przygody Alexa w krainie matematyki” Może tam coś znajdę na temat Pi?

-„Acha, to zaraz się zacznie – pomyślałem sobie. – Moja pani kocha głośne czytanie książek. Lubię, gdy to robi, bo wtedy doskonale się śpi”.

- O, jest! – krzyknęła uradowana pańcia. – Liczba Pi to „wydobywanie ładu z chaosu” – przeczytała rozmarzonym głosem i popatrzyła za okno. – Zobacz Kocie, największe rozwinięcie liczby Pi to 2, 7 biliona cyfr po przecinku!

Popatrzyłem za okno, tak jak kazała, ale nic, oprócz jakiegoś smętnego ptaka, nie zobaczyłem. Nic, co przypominałoby cyfry.

- Miau – i oblizałem się po pyszczku.

- Pi jest „metaforą wszystkich rzeczy nieskończonych, enigmatycznych, nieprzewidywalnych i nieskończenie cudownych”. Piękne – moja kochana pani rozkosznie się uśmiechnęła.

- A wiesz, obszczymurek opowiadał, że ponoć gdyby bilion cyfr Pi zapisać małą czcionką, to osiągnęłyby 150 milionów kilometrów? To jak stąd do Słońca. – Zamknąłem oczy i zamruczałem.

- Ha ha ha! – ze snu wyrwał mnie śmiech pańci. – Nawet Leibniz i Hobbes interesowali się Pi. Hobbes za jej pomocą próbował rozwiązać problem kwadratury koła. Oczywiście mu się to nie udało, bo nie jest to możliwe – ekscytowała się moja pani. – Jest nawet paradoks filozoficzny z liczbą Pi, z którego wynika, że liczba Pi wykazuje losowość w sposób nielosowy. Ale to ciekawe.
No nie, nawet w Biblii pisali o Pi – po czym sięgnęła po Biblię. Zawsze, gdy ją czyta śmieje się przy tym złowieszczo. Ale teraz wygląda raczej na zdziwioną, a nie ubawioną: jej czoło coraz bardziej się marszczy.

- Nic nie rozumiem – i zamknęła książkę z hukiem. – Chcesz, to przeczytam Tobie tekst reklamy Givenchy: П – Pi. Poza nieskończoność. – „Czy ja mam jakiś wybór i głos decydowania o tym, co ona mi czyta?” I grzecznie nadstawiłem uszu. - „Upłynęły cztery tysiąclecia, tajemnica pozostała./Choć każde dziecko uczy się w szkole o ԉ, znajomy symbol/nadal skrywa w sobie otchłań wielkiej złożoności.//Dlaczego właśnie ԉ wybrano na symbol wiecznej męskości?// To kwestia znaków i kierunków. Jeśli ԉ jest długą historią zmagań/o osiągnięcie nieosiągalnego, to jednocześnie jest portretem/legendarnego zdobywcy wyprawiającego się po wiedzę.// Pi symbolizuje mężczyzn, wszystkich mężczyzn, ich naukowy geniusz,/zamiłowanie do przygody, wolę działania, pasje do tego, co nie ma granic” (Alex Bellos: Przygody Alexa w krainie liczb. Podróże po cudownym świecie matematyki; wyd. Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2013).

„Po co ty mi czytasz te męskie, szowinistyczne bzdury? Jakieś głupie stereotypy” – pomyślałem sobie. Na szczęście moja pani zamknęła książkę i położyła się obok mnie kładąc swoją ciepłą dłoń na moim brzuszku. Zasnęliśmy zmęczeni myśleniem.

(wiadomości w oparciu o wspomnianą książkę)
Moja data urodzin znajduje się na pozycji po przecinku 12 121 liczby pi, a mojego męża na rozwinięciu 166 096.